Ariana | WS | Blogger | X X

Strony

środa, 21 września 2016

"Miasto było z papieru, ale nie wspomnienia." Papierowe miasta - recenzja

"Widzisz, jestem gorącą zwolenniczką przypadkowego użycia wielkich liter. Obowiązujące zasady są okropnie krzywdzące wobec wyrazów w środku zdania."


Nie wiem, jak opisać fabułę, gdyż wszytko, co napiszę, wydaje mi się niewystarczające, więc tym razem po prostu posłużę się opisem wydawcy.

"Quentin Jacobsen – dla przyjaciół Q – ma osiemnaście lat i od zawsze jest zakochany w zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum.

Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi pokonać setki kilometrów po USA. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy. Czy dowie się, kogo szuka i kim naprawdę jest Margo?"



Wydaje mi się, że to jedna z tych książek, o których nie można od razu jednoznacznie stwierdzić, czy... no właśnie. Stwierdzić czy co? Książka ta pozostawiła we mnie pustkę, nadszarpnęła moje struny, manipulowała nimi przede wszystkim wtedy, gdy pozornie nie działo się nic. 


"Mam na myśli to, że był czymś, co m n i e się wydarzyło, rozumiesz? Tylko że zanim stał się ową pomniejszą postacią w dramacie mojego życia, był [...] centralną postacią w dramacie własnego."









Według mnie ta książka mówi przede wszystkim o stosunku ludzi względem siebie. O stosunkach papierowych ludzi w papierowych miastach, w papierowych życiach i papierowym świecie. O ich oczekiwaniach względem ludzi, których tak naprawdę znają tylko ze swoich wyobrażeń o tym, jacy oni są. A tego przecież nie może wiedzieć żaden papierowy człowiek.



"Oto, co jest w tym piękne: stąd nie możesz zobaczyć rdzy ani popękanej farby, ani całej reszty, ale możesz stwierdzić, jakie to miejsce jest naprawdę. Możesz się przekonać, jakie to wszystko jest sztuczne. Nie jest nawet na tyle trwałe, by je nazwać miastem z plastiku, To papierowe miasto. Mówię ci, tylko popatrz, Q: popatrz na te wszystkie ślepe zaułki, ulice, które zawracają same na siebie, wszystkie te domy wybudowane po to, by się rozpaść. Na wszystkich tych papierowych ludzi mieszkających w swych papierowych domkach i wypalających swoją przyszłość, byle tylko siedzieć w cieple. Na te wszystkie papierowe dzieciaki pijące piwo, które kupił im jakiś menel w papierowym całodobowym. Każdy opętany jest manią posiadania przedmiotów. Cienkich jak papier i jak papier kruchych. No i wszyscy ci ludzie. Mieszkam tu osiemnaście lat i ani razu nie spotkałam kogoś, komu zależałoby na czymkolwiek istotnym."



Doskonale wiem, że oczekiwania mogą zniszczyć. Zniszczyć kogoś tak, jak pośrednio "zniszczyły" Margo. I tu właśnie powstaje zasadnicze pytanie. Kim tak naprawdę, do jasnej cholery, jest Margo Roth Spiegelman?! Jest tą samą papierową Margo, za którą wszyscy - nawet ona sama - ją mają? A może jest tylko (albo aż) zwykła, zagubioną dziewczyną, która usilnie próbuje być sobą w świecie, który jej na to nie pozwala?



"Wiedziałeś, że na dobrą sprawę przez większość historii rodzaju ludzkiego przeciętna długość życia wynosiła mniej niż trzydzieści lat? Mogłeś liczyć na jakieś dziesięć lat właściwego dorosłego życia, czaisz? Nikt nie planował życia na emeryturze. Nikt nie planował kariery. W ogóle nikt nic nie planował. Nie było czasu na planowanie. Nie było czasu na przyszłość. Ale potem długość życia zaczęła się wydłużać i ludzie mięli coraz więcej czasu na rozmyślanie o niej. O przyszłości. A dzisiaj życie stało się przyszłością. W każdym momencie swojego życia człowiek żyje dla przyszłości - idzie do szkoły średniej, żeby móc pójść do collage'u, żeby dostać dobrą pracę, żeby kupić ładny dom, żeby było go stać na posłanie dzieci do collage'u, żeby one dostały dobrą pracę i mogły posłać swoje dzieci do collage'u."






John Green w tej książce się popisał, lecz nie tak, jak oczekiwałem. Miało być "wow", miało być "boooom" - nie było. Było za to całkiem dobrze, nie wybitnie, ale mimo wszystko książka ta plasuje się u mnie na drugim miejscu wśród książek tego autora, które czytałem. Kolejna typowo "greenowata" pozycja, w której autora czuć aż za bardzo - tak, to mimo wszystko możliwe, przynajmniej według mnie. Bohaterowie znów nie są zbyt oryginalni i, choć to chyba zamierzony efekt, nie przekonuje mnie. Zgoda, Margo jest specyficzna, raz do bólu zwyczajna, raz totalnie inna niż wszyscy, ale według mnie nie wystarczy dobrze wykreować jednego bohatera, by książka była naprawdę dobra. 




"[...] wyobrażenie jest nie tylko fałszywe, lecz także niebezpieczne. Jak łatwo można dać się zwieść, wierząc, że człowiek jest czymś więcej niż tylko człowiekiem."







Mimo wszystko, "Papierowe miasta" otrzymują ode mnie ocenę 6,5/10, czyli całkiem niezłą. Podsumowując, polecam tę książkę Wam wszystkim, a w szczególności amatorom twórczości Greena. Jeśli szukacie lekkiej, mądrej książki, "Papierowe miasta" będą dla Was idealne, w szczególności na te długie jesiennie wieczory :)



"[...] to była ostatnia struna. To była słaba struna, fakt, ale jedyna, jaka mi pozostała, a każda papierowa dziewczynka potrzebuje choć jednej struny, nieprawdaż?"



A Wy czytaliście już tę książkę? Co o niej myślicie? Zamierzacie po nią sięgnąć?  Zapraszam do dyskusji w komentarzach :D



PS Wybaczcie, że dzisiaj dużo cytatów, ale naprawdę nie mogłem się zdecydować :)











Źródło zdjęcia autora: 1



Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

poniedziałek, 19 września 2016

TOP 6 książek na jesień #1

Kochani, jak zapewne wiecie, na dniach pożegnamy lato (nad czym ubolewam) i powitamy - jedni z większym entuzjazmem, drudzy z mniejszym - nową porę roku, jesień :) Jak dla mnie już teraz jest za zimno i w chwili, kiedy to piszę, prawie zamarzam, ale wiem, że wiele osób przepada za taką temperaturą :// No nic - przejdźmy dalej, bo zaczynam przynudzać :')







Wraz z nadejściem jesieni dni będą coraz krótsze, co daje automatycznie dłuższe wieczory, a co za tym idzie - teoretycznie więcej czasu na czytanie! W związku z tym przygotowałem TOP 6 moich propozycji na wykorzystanie tego czasu! Zapraszam na zestawienie!


TOP 6 książek na jesień 2016


1. "Pochłaniacz" + "Okularnik" K. Bondy (a niedługo również "Lampiony", AAAA!). Zbrodnia, profilerka z tajemniczą przeszłością, niewyjaśnione sprawy z przeszłości, a do tego nic nie jest takie, jak się wydaje. Potrzeba jeszcze jakichś słów zachęty? 

2. "Mówiąc Inaczej" P. Mikuły. Nie wiem jak Wy, ale ja lubię wieczorem poczytać sobie o gramatyce i ogólnie języku :D Niedługo więcej na temat tej książki, czekajcie cierpliwie ^^







3. "Simon oraz inni homo sapiens" B. Albertalli. Trochę naiwna historia nastoletniego geja, typowa młodzieżówka oraz książka lekka i przyjemna. Idealna na jesień, prawda? :)

4. "Kamienie na szaniec" A. Kamińskiego. Tak, nie przewidzieliście się. Mimo iż nie przepadam za tą pozycją, jak najbardziej polecam Wam ją na jesień! Nie ma nic lepszego niż ciepły kocyk, herbata/kawa i książka o trudnych czasach II wojny światowej :>

5. "Akademia wampirów" R. Mead. Tag, znowu ^^ Co jak co, ale "Akademia..." jest dobra na każdą porę roku <3

6. BONUS! "Tokyo Ghoul" S. Ishida. Coś dla mangozjebów ^^ Mimo iż mam za sobą tylko 6 tomów tej mangi, polecam! Losy Kanekiego i jego przemiany, a także przedstawienie tych wydarzeń są naprawdę warte poznania. Jesień jest na to idealną porą :3







Mam nadzieję, że to małe zestawienie Wam się podobało ^^ Szczególnie miło by było, gdybyście wybrali z niego coś dla siebie :') A Wy jakie książki na jesień polecacie najbardziej? Podzielcie się w komentarzach! 




Źródła  zdjęć: 1, 2, 3


Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

piątek, 16 września 2016

The Summer Reader Book Tag

W ten środowy dzień zapraszam na TAG! :) Bardzo dziękuję Marcie z bloga Przemyślenia Zaczytanej Belli ^^



1. Lemoniada – książka, która gorzko, żałośnie się zaczęła, ale potem stała się lepsza



"Oddam ci słońce"! Początek, przynajmniej według mnie, był bardzo słaby. Dalej też nie jest o wiele lepiej - wieje nudą, nie dzieje się praktycznie nic, a kiedy już coś ma się wydarzyć, jest to przedstawione... dość żałośnie. Mimo wszystko chyba jednak lubię tę książkę ;x








2. Złote słońce – książka, która wywołała u ciebie niezrównany uśmiech


Hmmm.... Tym razem umieszczę tu "Miasto Upadłych Aniołów" C. Clare. Ci, którzy czytali, wiedzą czemu - dużo Simona :v




3. Tropikalne kwiaty – książka, której akcja rozgrywa się za granicą

No nie wiem... Może na przykład "Akademia wampirów" R. Mead? (tak, musiała być :)



4. Cień drzewa – książka, w której tajemniczy lub mroczny bohater został przedstawiony jako pierwszy


Chyba nie znam takiej książki o: Jeśli się nie mylę coś takiego występuje w "Bez słów" M. Sheridan? Mam rację? Chyba trzeba coś takiego w końcu przeczytać ^^



5. Plażowy piasek – książka, która była ciężka w czytaniu, a jej akcja ledwo się rozwinęła

Dobra, musiałem to napisać - "Mały książę". Totalnie nie rozumiem zachwytów nad tą książką, ale przecież nie muszę :> 





6. Zielona trawka – bohater, który był pełen życia, sprawiał, że się uśmiechałeś


Adrian Ivashkov ;-; Czemu nie istnieje ;-; Mead, DLACZEGO.








7. Arbuz – książka, która miała jakiś soczysty sekret



Ekhem, ekhem... "Ugly love" C. Hover. Soczysty może on nie był, ale jednak sekret :> 





8. Kapelusz na słońce – książka osadzona w ogromnym wszechświecie



Jakby nie patrzeć, wszystkie książki dzieją się we wszechświecie (BelikovFilozof), więc może... "Mistrz i Małgorzata"? 




9. BBQ – książka, której bohater był opisany jako przystojniak



Tak szczerze mówiąc to mało który nie był. Normalnie można się kompleksów nabawić xD Ja tam się na tym nie znam, ale większość moich znajomych wzdycha do Jace'a ;-; 










Na koniec chciałem dodać, że UDAŁO SIĘ! Zrobiłem jeszcze w lecie ^^ Ze względu, że jednak jest połowa września, nie nominuję nikogo konkretnie, ale jeśli tylko masz ochotę, będzie mi bardzo miło, jeśli wykonasz ten TAG :)










Źródło zdjęć: 1



Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

poniedziałek, 5 września 2016

Narodowe Czytanie 2016 - "Quo Vadis" 1/3.09. - relacja

Witam! Dzisiejszy post zbyt długi nie będzie, bo całe wydarzenie trwało ledwo godzinę, ale mimo wszystko pomyślałem, że miło by było podzielić się tym z Wami :) A więc zaczynajmy.





Mimo iż akcja została zaplanowana na 3.09., wydarzenie w mojej bibliotece miało miejsce dwa dni wcześniej, tuż po rozpoczęciu roku szkolnego. Niezbyt dobrze wspominam ten dzień, zapewne wiecie z jakiego powodu - szkoły. Ale dosyć o tym. O 6:30 ze snu gwałtownie wyrwał mnie budzik, by dać znać, że przez następne 10 miesięcy będzie budził mnie tak pięć dni w tygodniu. Jako że rozpoczęcie samo w sobie zostało przewidziane na 9, miałem akurat trochę czasu, żeby się ogarnąć, a i tak byłem na miejscu sporo przed czasem. 

Po tradycyjnym spędzeniu około 40 minut na hali, słuchając niewyraźnego przemówienia dyrektora i jego współpracowników oraz gości, zostaliśmy poproszeni, by przejść do biblioteki. Tam w gronie kilkunastu osób zajęliśmy miejsca w czytelni i - po krótkiej przemowie pani bibliotekarki - kto by się spodziewał, czytaliśmy. 






Nie powiem, trochę się stresowałem i bałem, głównie dlatego, że nienawidzę wystąpień publicznych, nawet w tak wąskim gronie odbiorców. Na szczęście udało mi się przeczytać mój fragment bez (chyba?) żadnej pomyłki, z czego się szczególnie cieszę :')


Podsumowując, pomimo stresu i pechowego dnia, Narodowe Czytanie "Quo Vadis" uważam za względnie udane i nie żałuję, że wziąłem w nim udział. A u Was miało miejsce podobne wydarzenie? Wzięliście w nim udział? Podzielcie się w komentarzach :)






Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

niedziela, 4 września 2016

#CzytamCoPolskie, czyli trochę więcej o książkach Katarzyny Bondy tudzież samej autorce

Na początku zaznaczam, że główną organizatorką tej akcji jest Isabelle West z bloga Heavy Books, której serdecznie dziękuję za możliwość udziału w tym wydarzeniu :) Ale przejdźmy dalej:

Jak często słyszycie frazy takie jak: "nie czytam polskich książek", "polscy autorzy są słabi"? Jeśli spotkaliście się z nimi lub sami tak myślicie, czytajcie dalej.

Polską autorką, którą chcę Wam szczególnie polecić, jest Katarzyna Bonda. Jest ona autorką wielu powieści, głównie kryminalnych lub kryminalno-obyczajowych, w tym dość popularnych serii "Cztery żywioły Saszy Załuskiej" oraz cyklu o Hubercie Meyerze. Pani Bonda wprowadziła też na "polskie ziemie" postać profilera śledczego. 








Po garści suchych faktów przyszedł czas na ogólną subiektywną (!) ocenę autorki. Otóż styl Katarzyny Bondy czasem pozostawia wiele do życzenia, o czym dobitnie przekonałem się podczas czytania "Okularnika". Autorka nie unika także lania wody, a jej książki bywają odrobinę (no może trochę bardziej niż odrobinę) przegadane. Nie zmienia to jednak faktu, iż Bonda wie, co robi. Język, jakim posługuje się w swoich książkach, jest charakterystyczny i raczej nie do podrobienia, a postacie są tym bardziej wielowymiarowe. Właśnie, postacie. Bonda bardzo dobrze opanowała sztukę kreowania bohaterów. Większość postaci wydaje się jakby żywcem wyjęta z naszej szarej rzeczywistości, a słowa, które padają z ust bohaterów, są aż do bólu szczere i, w większości, prawdziwe. Katarzyna Bonda nie boi się także używania przekleństw i wulgaryzmów, co absolutnie nie jest żadnym minusem, a wręcz przeciwnie, daje jej książkom +10 do wiarygodności. A teraz drobna próbka stylu autorki w przykładach:




"- Fajowo - ucieszył się Duch - Bo sprawdziłem dzisiaj stan konta i pieniędzy starczy mi do końca życia. Pod warunkiem że umrę w następna środę."


***

"Nikt nie lubi, by zaglądać mu do serca, zwłaszcza jeśli tam są zgliszcza."


***

"Kobiety są bardzo wyrozumiałe. Potrafią wybaczyć mężczyźnie nawet rzeczy, których nie zrobił."

***

"Jedyny pewnik w naszym życiu to zmiana."

***

"Ale zwycięzcą nie jest się na zawsze.(...)Bywa się nim, jeśli człowiek nieustannie się rozwija. Rozwój zaś zapewniają wyłącznie porażki. Naucz się przyjmować je z honorem. Czerp z nich bezcenną wiedzę, jak podwyższać poprzeczkę. Inaczej, mimo swoich walorów, przestaniesz wygrywać. Wtedy ambicja zacznie cię zjadać.(...) Porażka pokazuje ci niedociągnięcia, demaskuje twoje słabe strony. To, nad czym musisz pracować. Pozwala przegrupować siły, by skutecznie iść naprzód. Jeśli nie posiądziesz tej wiedzy, nigdy nie osiągniesz celu. Sukces jest chwilowy. Klęska to lekcja do odrobienia. Wyciągaj wnioski, niweluj wady. Bój się, jeśli trzeba. Nieuzasadniona brawura przynosi więcej szkód niż zwłoka, która jest niczym więcej, jak przemyślanym działaniem w kilku krokach. Działaj rozważnie. Nie poświęcaj wszystkiego dla zaspokojenia rozbuchanej ambicji. Bo inaczej to ona, twój największy atut, cię zniszczy".

***

"Wszystko jest emocją, bo wszystko to energia. To dlatego nasze myślenie warunkuje rzeczy, które do nas przychodzą. Jeżeli ma pani złe myśli, przyciąga pani złe zdarzenia. Złych ludzi, zło. A czym jest zło? Brakiem dobra. Brakiem dobrych emocji."

***

"Gdy brakuje fantazji, porządek dobrze się sprawdza."


***








Wydaje mi się, że to by było na tyle, nie chcę przecież zanudzić Was na śmierć :) Ktoś w końcu musi czytać następne posty xD (#suchartime) Podsumowując, pomimo tego, że nie przeczytałem zbyt wielu jej książek, Katarzyna Bonda jest jedną z moich ulubionych polskich autorek. Polecam jej twórczość każdemu, kto chciałby zacząć na dobre przygodę z polskimi książkami, lecz ostrzegam, że początki z Bondą mogą być trochę ciężkie :) Mam nadzieję, że choć trochę udało mi się Was zainteresować tą autorką i jej twórczością, która według mnie zasługuje na uwagę. 






Źródła zdjęć: 1, 2


Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

piątek, 26 sierpnia 2016

Zanim się pojawiłeś - największy chłam roku 2016?

Louisa Clark, zadowolona ze swojego dotychczasowego życia dwudziestosześciolatka, traci pracę. Jako że jej rodzina jest w bardzo słabej sytuacji finansowej, Lou nie pozostaje nic innego jak znalezienie zatrudnienia gdzie indziej. W końcu, po wielu próbach, panna Clark zostaje opiekunką z lekka despotycznego Willa Traynora, tetrapelgika władającego sarkazmem jak mało kto. Wypadek sprzed dwóch lat wyrył znamię na całym jego życiu i odebrał chęć do czegokolwiek. Czy Louisie uda się przywrócić Willowi wiarę, że jego życie wciąż może być piękne?


Ale od początku. Najpierw muszę przyznać, że styl Jojo Moyes jest dobry, nawet bardzo dobry. Książkę czyta się naprawdę szybko i przyjemnie, lecz tutaj chyba koniec zalet. No może oprócz jednej postaci, ale o tym niżej. Od pierwszej strony książka wciąga, lecz przez prawie 400 stron nie dzieje się absolutnie nic, co przykułoby moją uwagę. Bez obrazy dla autorki, a wręcz z szacunkiem ze względu na podjęcie się tak trudnego tematu, ta powieść nie podbiła mojego serca.






"- Zastanowiłem się, co by mnie uszczęśliwiło i co chcę robić, a potem nauczyłem się tego zawodu, żeby to się spełniło.

- Kiedy to mówisz, brzmi to bardzo prosto.
- Bo to jest proste. Problem tylko w tym, że wymaga dużo ciężkiej pracy. A ludzie nie lubią się męczyć."





Co do bohaterów, bardzo podoba mi się sposób, w jaki autorka wykreowała postać Louisy. Wydaje mi się, że po prostu nie da się nie lubić panny Clark, lekko ekscentrycznej i oryginalnej, miłej i zabawnej, opiekuńczej i troskliwej, altruistycznej i w końcu, nareszcie, egoistycznej - jeśli to, co zrobiła pod koniec książki można tak nazwać. Bo to w końcu Will przekonał Lou, że warto walczyć o marzenia; że trzeba brać z życia garściami, póki można; by w podeszłym wieku, siedząc na bujanym fotelu pod ciepłym kocem, móc bez żalu powspominać swoje wspaniałe życie. 




"- Wiesz, że raz wjechała tyłem w słupek i przysięgała, że to była wina słupka...

- Zobaczyłbyś, jak opuszcza rampę z wózkiem. Czasem wysiadanie z samochodu przypomina raczej Turniej Czterech Skoczni."







Co do postaci Willa mam mieszane odczucia. Z jednej strony mam go za pieprzonego egoistę, który od zawsze robi to, co mu się podoba, nie myśląc o konsekwencjach, lecz z drugiej przeziera obraz miłego człowieka, który tylko chowa się za maską przysłowiowego dupka. Dupka, którego całkowicie rozumiem. 



Odpowiadając na tytułowe pytanie, "Zanim się pojawiłeś" nie do końca zasługuje na miano największego chłamu tego roku, lecz tej książce nie brakuje też dużo do otrzymania tego tytułu. Jest to tylko kolejna przeciętna książka o tej tematyce, która nie zrobiła na mnie absolutnie żadnego efektu "wow". 

Podsumowując, polecam tę książkę tym, którzy chcą przekonać się, czy plan Lou się powiedzie, a jeśli nie - jakie będą tego konsekwencje. 





Źródło zdjęcia: 1


Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Ugly love - recenzja



"Na razie przychodzą mi do głowy tylko dwie. Nie pytaj mnie o przeszłość i nie licz na przyszłość".



Ten fragment doskonale obrazuje, jaka relacja miała połączyć Milesa i Tate. Pewien układ, na który oboje przystają, zmieni coś w ich życiu (jakże by inaczej). Czy będzie to zmiana na dobre? Czy wytrwają w swoich postanowieniach i nie zakochają się w sobie?





Według mnie historia przedstawiona w "Ugly love" niczym nie wyróżnia się na tle innych książek tego gatunku. Główni bohaterowie, Miles i Tate, są do bólu nijacy i przewidywalni. Swoim zachowaniem, jakiego notabene nie rozumiem, denerwowali mnie. Mimo wszystko, styl autorki podobał mi się, rekompensował nawet w pewnym stopniu infantylne określenia i sceny erotyczne, swoją drogą chyba niezbyt udane, które stanowiły praktycznie większość książki. Tak, "Ugly love" składa się głównie z retrospekcji, przemyśleń Tate i sexu. Może to dobrze, może to źle - nie wiem. Do mnie to jednak nie przemawia.




"- Jest takie powiedzenie: kiedy życia daje ci cytryny...
- Zrób z nich lemoniadę - kończę za niego. 
Kapitan patrzy na mnie i kręci głową.
- W mojej wersji brzmi ono nieco inaczej. Kiedy życie daje ci cytryny, upewnij się, że wiesz, w czyje oczy wycisnąć z nich sok."



"Ugly love" z pewnością nie jest jakąś wybitną książką, lecz nie jest też do szpiku kartek zła. Ot, zwykły romans z elementami obyczaju, o którym nie pamięta się zbyt długo. Osobiście książka mi się nie podobała, jak to mówią - dupy nie urywa, staniki nie latają - ale mimo wszystko nie wspominam jej jakoś szczególnie źle. To było moje pierwsze spotkanie z tą autorką, lecz wydaje mi się, że tym, którzy pokochali inne powieści Coleen Hoover, "Ugly love" powinno się spodobać. 




"Miłość nie zawsze jest piękna, Tate. Czasami przez lata masz nadzieję, że okaże się czymś innym. Czymś lepszym. A potem, zanim się spostrzeżesz, wracasz do punktu wyjścia i zostajesz z niczym."



Na uwagę zasługuje także kilka ostatnich rozdziałów, które mimo tego, że są dość przewidywalne, nadały tej historii nowego znaczenia. 


  Podsumowując, książka ta niezbyt mi się podobała, mimo kilku plusów: nie wlekła się, miejscami bywała mądra, a styl autorki jest naprawdę dobry. Tym razem polecam tę książkę tym, którzy już znają twórczość Coleen Hoover, gdyż nie jest to raczej dobra pozycja na początek.







Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Yesterday - Haruki Murakami. Recenzja

  Dziś przychodzę do Was z recenzją jednego z opowiadań Harukiego Murakamiego - "Yesterday", które właśnie skończyłem czytać. Tak, piszę to pod wpływem emocji, ale mam nadzieję, że wyjdzie w miarę składnie. Dodatkowo, utwór pochodzi ze zbioru "Mężczyźni bez kobiet". 


  Dwóch młodych mężczyzn poznaje się, pracując w kawiarni. Każdy z nich chciałby coś zmienić w swoim życiu, stać się kimś innym. Lecz czy to w ogóle możliwe? Czy da się zmienić to, kim się jest, jak zostało się wychowanym? A w końcu, czy jest coś jeszcze poza dniem dzisiejszym? Czy warto planować przyszłość lub rozpamiętywać przeszłość?






  Jak to z dziełami Harukiego Murakamiego bywa, nic nie jest podane na tacy. Bo nie mogę nazwać tego, co wyszło spod jego pióra inaczej niż dziełem. To zupełnie inny poziom, inna perspektywa. Nawet jeśli nie widzę wszystkich ukrytych sensów, doceniam to, jak pisze Murakami. Ale przechodząc dalej:



"Przecież i tak nie wiemy nic prócz "na razie". Jeśli chcesz mówić dialektem z Kansai, to mów sobie, ile chcesz. Mów, aż cię zatchnie. Jak nie chcesz się uczyć do egzaminów, to się nie ucz. Jak nie chcesz Erice włożyć ręki do majtek, to nie wkładaj. To twoje życie. Więc rób, co chcesz. Nie miej skrupułów."



  Murakami w tym opowiadaniu przypomina przede wszystkim, że liczy się teraz. Sugeruje, żeby nie powiedzieć każe, troszczyć się o to, co mamy i kogo mamy, właśnie w tej chwili, nie jutro, bo możemy to utracić. Mówi także, że choć często jest tak, że boimy się jutra, nie warto. Jak to się utarło, 'Whatever will be, will be." 



"Myślę, że byłoby cudownie, gdybyśmy mogli wyruszyć we dwoje w taką podróż. Co wieczór, siedząc blisko siebie, patrzylibyśmy przez luk na księżyc z lodu. Księżyc rano topnieje, ale wieczorem znów się ukazuje. Lecz może by tak nie było. Pewnego wieczoru by już nie wzeszedł. Na tę myśl ogarnia mnie wielki strach. Tak się boję, że na samą myśl, co mi się jutro przyśni, uchodzi ze mnie powietrze."






Co tu dużo mówić o stylu - typowy Murakami. Od groma nawiązań do różnego rodzaju kultury, jeszcze więcej przenośni i specyficzny dla niego język. Jak to dzieła Harukiego, utwór czyta się szybko, a potem długo nie można o nim zapomnieć.




Podsumowując, to jedno z lepszych opowiadań, jakie czytałem i zdecydowanie polecam je każdemu. Może nie zagwarantuje, że spodoba się każdemu, bo Murakamiego albo się lubi, albo nie, ale z całą pewnością polecam.






Źródło zdjęcia autora: 1

Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

środa, 10 sierpnia 2016

Apollo i boskie próby. Ukryta wyrocznia - recenzja

   Po wygranej wojnie z Gają Apollo zostaje skazany przez Zeusa na wygnanie z Olimpu. Bóg staje się człowiekiem, ba!, do tego niezbyt atrakcyjnym. Apollo jako Lester Papadopoulos, wraz z nową panią, Meg, trafia do Obozu Pólkrwi, gdzie nie czekająna niego dobre wieści. Przekazywanie wiadomości - przez iryfon, Internet czy też sieć komórkową stało się praktycznie niemożliwe, a wyrocznia delficka przestała "działać". Jeśli tego byłoby mało, to nie wszystko, z czym musi poradzić sobie Apollo. Czy pozbawionemu boskich mocy synowi Latony uda się uratować przyjaciół i Obóz Półkrwi?




Zacznijmy od tego, że z całą pewnością nie jest to najlepsza książka Ricka. Nie mówię o tym, żeby Was zniechęcić, lecz by ostrzec, że nie należy się po niej dużo spodziewać. Pierwsza część nowej serii Riordana miała potencjał, by powalić na kolana. Czy to zrobiła? Według mnie nie. Szczerze mówiąc, nie ma w niej nic nowego, może poza ukazaniem "zamiany" Apolla, o czym trochę później. Po tylu książkach Riordana przez pierwsze kilkadziesiąt stron odkładałem "Apolla..." kilka razy. Potem też nie ma rewelacji, lecz jak to się mówi, da się czytać. 

Nie podoba mi się także to, jak wydana została ta książka.


Nie powiem, że książkę czytało się przyjemnie, bo tak nie było. Strasznie denerwowały mnie komentarze Apolla, nie mówiąc już o haiku. Co prawda pod koniec to się trochę zmieniło, lecz nie wiem, czy uważać to za coś dobrego. Apollo zmienił się z, wybaczcie, cynicznego dupka i egoisty w kogoś kochającego, troskliwego i empatycznego. Nie sądzę, by dało się naprawić 4000 lat w czasie akcji tej książki. Ale to tylko moje zdanie.





Jednym z niewielu plusów tej książki są starzy, dobrzy bohaterowie, którzy przewijają się na jej łamach. Chodzi mi tu przede wszystkim o Nico oraz pewną osobę, której bym się tam nie spodziewał. Pojawienie się jej było jedynym 'wow', jakie mogę przyznać tej powieści. 

Podsumowując - pomimo tego, że pierwsza część mnie nie przekonała, z całą pewnością sięgnę po następne. Mam nadzieję, że Rick mimo wszystko jakoś urozmaici tę historię, która niestety wydaje mi się aż nazbyt przewidywalna. Kończąc, chciałbym dodać, że nikomu nie odradzam czytania tej książki. Jeśli kochacie książki Riordana i dotychczas Was nie nudziły lub dopiero zaczynacie przygodę z Rickiem, jak najbardziej polecam "Apolla i boskie próby. Ukrytą wyrocznię".









Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2.

środa, 3 sierpnia 2016

Papierowe zdobyczne miesiąca #13 lipiec 2016

Jako że w czerwcu nie kupiłem nic, nie było postu, lecz w lipcu było nieco lepiej :)

1. "Sprawa Niny Frank" K. Bonda
2. "Tylko martwi nie kłamią" K. Bonda
3. "Florystka" K. Bonda
4. Dziewczyna z pociągu" P. Hawkins
5. "Jeden dzień" D. Nicholls







A Wy?? Co zakupiliście w lipcu?

Obserwatorzy