Ariana | WS | Blogger | X X

sobota, 31 października 2015

DAY OF FEAR #1 - HALLOWEEN 2015

Chciałbym zaznaczyć, że to moja pierwsza akcja tematyczna, więc jeśli zaistniałaby jakaś pomyłka, jakiś błąd lub po prostu coś się Wam nie spodoba, napiszcie, a postaram się to udoskonalić. 

A teraz przejdźmy już do meritum, czyli naszej halloweenowej opowieści :)


DOLA JERUSALEM - RECENZJA

    "Taceant Colloquia. Effugiat risus. Hic locus est ubi mors gaudet succurrere vitae."
    "Niech zamilkną rozmowy. Niech pierzchnie śmiech. To jest miejsce, gdzie weseli się śmierć zamiast życia."



                                                                                                     źródło


   Historia opowiadania "Dola Jerusalem" rozgrywa się głównie w XIX wiecznej miejscowości zwanej Chapelwaite. Charles Boone przeprowadza się do owej owianej tajemnicą "rodzinnej" miejscowości. Razem z nim zamieszkuje tam jego przyjaciel - Calvin. Po pewnym czasie na skutek zbiegów okoliczności (jak zwał, tak zwał) bohaterowie odnajdują tajemniczą Dolę Jerusalem - jak się później okaże, miasteczko skrywające zło samo w sobie, zło pierwotne, które przejawia się w dużej mierze w marach, nocnych stworach, powszechniej zwanych jako wampiry. Ale to nie wszystko. Strzeżcie się, albowiem nie znacie dnia ani godziny. A dzisiaj jest 31. października, więc radzę uważać :)


   Opowiadanie to jest w dużym stopniu zbiorem listów i notatek głównych bohaterów. Muszę przyznać, że styl tego tekstu (albo może autora?) na początku trochę mnie nużył, a samo czytanie tego było drobnym wyzwaniem, gdyż zazwyczaj nie czytuję "horrorów" (o ile można tak nazwać to opowiadanie). 


   Czytając "Dolę Jerusalem" czuło się (a przynajmniej w moim przypadku) tajemniczy klimat XIX wieku. Mimo tego, że opowiadanie nie wywarło na mnie większych emocji, w miarę mi się podobało. No, może pomijając początek i zakończenie. Nawiązując do poprzedniego zdania, sposób, w jaki autor zakończył tekst, było odrobinę naciągane. Wolałbym coś mroczniejszego, ale może to było celowe? Kto wie... 



   

"Serce ustało, pierś już lodowata,
Ścięły się usta i oczy zawarły;
Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata!
Cóż to za człowiek? - Umarły.

Pierś znowu tchnęła, lecz pierś lodowata,
Usta i oczy stanęły otworem,
Na świecie znowu, ale nie dla świata;
Czymże ten człowiek? - Upiorem.

Ci, którzy bliżej cmentarza mieszkali,
wiedzą, iż upiór ten co rok się budzi,
Na dzień zaduszny mogiłę odwali
I dąży pomiędzy ludzi.


Pełno już wieści o nocnym człowieku,
Żyją, co byli na jego pogrzebie;
Słychać, iż zginął w młodocianym wieku,
Podobno zabił sam siebie."*



   Kończąc, chciałbym serdecznie polecić to, jak też inne opowiadania ze zbioru "Nocna zmiana". Myślę, że "Dola Jerusalem" znalazła, znajduje i znajdzie wielu wielbicieli, gdyż z pewnością na to zasługuje. Mam nadzieję, że sięgniecie po to bądź inne opowiadanie/a :)





  Pamiętajcie też, by nie mówić postronnym (czy. nieczytającym) o tym, co będzie działo się w tym opowiadaniu. Bo przecież ściany mają uszy. A jeśli same ściany ich nie mają, gwarantuję, że to, co się w nich znajduje, jest w owe uszy zaopatrzone i nie zawaha się zrobić drobnej krzywdy tym, którzy się o nich dowiedzą z niepapierowego źródła. Ale ciii... To będzie nasza mała tajemnica. Zaraz... Poczekajcie chwilę... Chyba ktoś jest w moim pokoju... A, to pewnie mama, sprawdza, czy grzejniki są ciepłe. Ale po co miałaby skrobać przy tym ściany? Moment... Ale przecież mamy nie ma w domu...



*fragment 'Upiora" A. Mickiewicza





Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2. 

środa, 21 października 2015

W Japonii czyli w domu. Amerykanka w kraju kwitnącej wiśni - recenzja



   To najlepsza książka, jaką miałem okazję trzymać w moich rękach w tym miesiącu. Nie wiem, dlaczego nie zabrałem się za nią wcześniej. Na początku spróbuję trochę naświetlić miejsce akcji, w prosty sposób przedstawić najważniejsze (i najciekawsze) informacje o Japonii.



















   Japonia. Państwo usytuowane na wąskim łańcuchu wysp na zachodnim Pacyfiku, u wschodnich wybrzeży Azji. Państwo Wschodzącego Słońca. Kraj Kwitnącej Wiśni. Państwo z bogatą historią, kulturą i tradycją.

   Większość ludzi kojarzy ją tylko z igrzyskami olimpijskimi (letnimi w Tokio oraz zimowymi - w Nagano oraz Sapporo), zrzuceniem bomby atomowej na Hiroshime i Nagasaki (jedyne w historii dwa przypadki użycia broni atomowej do działań wojennych), samurajami, gejszami, cesarzami, wysokim poziomem techniki czy sake. Jak widać, niesłusznie. Japonia może poszczycić się także wyjątkową przyrodą - zarówno fauną, jak i florą - w końcu leży w zasięgu trzech stref klimatycznych: na południu - zwrotnikowej, w części środkowej - podzwrotnikowej, a na północy - umiarkowanej ciepłej. Kraj ten posiada także bogatą historię, kulturę i tradycję.


  W Japonii głównymi religiami są buddyzm zen i shintō, z czego pierwszy przybył do Kraju Kwitnącej Wiśni w VI w. n.e. z Chin bądź Korei, natomiast drugie ponoć jest tak stare jak sama Japonia.


  Shintō jest rdzennie japońską religią politeistyczną, opartą na mitologii japońskiej, a jej nazwę tłumaczy się jako "drogę bóstw". Charakteryzuje się różnorodnością kultów i przejawów. Nie chcę brać się za wyjaśnianie, w co wierzą wyznawcy tej religii, gdyż zanudziłbym Was na śmierć, a tego przecież nie chcemy. Jeśli jednak ktoś byłby na tyle ciekawy, niech napisze, chętnie spróbuję mu to przybliżyć.

   Buddyzm zen natomiast wywodzi się z rodziny buddyzmu mahajany, lecz na przestrzeni wieków nabrał wyrazistego indywidualizmu, pełnego minimalizmu i zamierzonych paradoksów. Podstawową praktyką w tej religii jest praktyczna medytacyjna nazywana zazen, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza "siedzący zen". Jej istotą jest poznanie swojej prawdziwej natury oraz osiągnięcie stanu buddy.


   Japończycy posługują się jednocześnie trzema systemami pisma. Są to: wprowadzone w V w n.e. chińskie znaki kanji oraz dwa sylabariusze fonetyczne, czyli hiragana i katakana, które pochodzą z VIII w. n.e. W wielkim uproszczeniu - znakami kanji są zapisywane rzeczowniki, natomiast za pomocą hiragany przekształca się je w przymiotniki i czasowniki. Katakanę stosuje się do zapisu słów obcego pochodzenia.


















   Wypadałoby poruszyć jeszcze wiele rzeczy, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszyskich może to zainteresować. Przejdźmy więc do recenzji właściwej.



   "Wszyscy jesteśmy przeszczepami. Wszyscy jesteśmy pozbawieni korzeni, zarówno przez wyrwanie z łona matki, jak i wcześniej z naszych podstaw bytu. Wszyscy wiele razy doświadczamy w naszym życiu, jak nasze delikatne korzenie walczą o przetrwanie na skalistej niegościnnej ziemi, teren nie jest przyjazny, a my możemy czasami znaleźć się bez miłości czy słonecznej boskości, które wspierają nas w asymilacji. To, co nas tutaj wspomaga na krótszą czy dłuższą metę, to samo życie. Wielka rzeka życia, jej nieprzerwany i obfity przepływ jest intensywną siłą, której sobie nie uświadamiamy, podobnie jak ryba nie ma świadomości wody. To jest siła, która może sprostać problemom i trudnościom i poprowadzić nas, mocnych, prawdziwych i pewnych siebie, w kierunku naszego przeznaczenia."


   Autorka i jednocześnie narratorka książki, Rebecca Otowa, opowiada w dużym skrócie o japońskich zwyczajach i tradycjach oraz swojej rodzinie jako przykładzie. Lektura składa się z pięciu rozdziałów, podzielonych na kilka podrozdziałów, opisujących dokładnie zagadnienia podane w tytułach rozdziałów. Autorka nie przedstawia Japonii jak centrum idealistycznego świata, lecz opisuje, jak jest - bywa ciężko, ale mimo wszystko nie żałuje, że tam zamieszkała, wyszła za mąż, urodziła i wychowała dzieci. Cieszy się, że Japonia zmieniła jej życie, jej sposób myślenia, może nawet system wartości i sposób patrzenia na świat. Rebecca, mimo tego, że jako Amerykanka, nie jest "pełnoprawną" Japonką, nie poddaje się, dąży do celu, gdyż wie, że kiedy tylko zostanie stłamszona, jej "wewnętrzne ja" ulegnie samozniszczeniu. Stara się być idealną "japońską żoną", lecz bez konieczności zmieniania swojej ideologii.

   Jak sama wspomina, jej dusza jest coraz bardziej przesiąknięta japońskością - pięknem, kulturą i tradycjami Japonii.


    Może zabrzmi to, jakbym opowiadał o jakiejś powieści z podwójnym dnem, ale subiektywnie tak to widzę. Jest to książka o podróży przez życie z szeroko otwartymi oczami, samorealizacji, dążeniu do poznania siebie, rodzinnej miłości, cieple i egzystencji bez przeoczania czegokolwiek - uważnym obserwowaniu otaczającego nas świata. W końcu kiedy Ty siedzisz przed komputerem albo oglądasz naiwny program telewizyjny, Twoje szczęście może czekać tuż za rogiem, oczekiwać, aż przyjdziesz i je zdobędziesz, gdyż tylko od nas zależy, czy pozwolimy życiu ulatywać nam przez palce, czy wyjdziemy odważnie, otwarci na przeciwności losu, które trzeba pokonać i szczęście, które trzeba zdobyć. Nie czekaj, aż na dworze będzie cieplej, aż przestanie padać, aż skończy się depresyjna zima, aż wyjdzie słońce, aż nadejdzie lato, aż wraz z początkiem nowego roku przyjdą nowe, lepsze bądź gorsze, czasy. To tak, jakbyś przez całe życie czekał na śmierć. Jeśli nie odważymy się wyjść i zmierzyć z problemami, to tak, jakbyśmy poddali się zanim staniemy na linii startu. Od nas zależy, czy znajdziemy szczęście i swoje miejsce w świecie.




  "Prawdą jest, że śmierć czeka zarówno nas, jak i każdą inną istotę. Wyjątkowość naszej sytuacji polega na tym, że my to wiemy, i to jest ciemna skaza na obrazie naszych doświadczeń, codziennie wymalowanych na piasku. Inne kolory, rysunki, złożoność naszych żywotów, jaskrawy rozbłysk przed mrokiem, taniec na skraju przepaści - to wszystko jest naszym wyborem. To jest druga strona świadomości: widzieć piękno lub nie, tworzyć lub nie i na koniec żyć i umierać z godnością bądź bez niej. Noc nadchodzi, lecz naszym wyborem może być piękny wschód słońca."





   Kończąc, chciałbym serdecznie polecić tę książkę wszystkim, a przede wszystkim tym, którzy interesują się Krajem Wschodzącego Słońca. Czytając ją, można dowiedzieć się wielu bardzo ciekawych informacji na temat Japonii. Możemy obserwować, jak żyje typowa japońska rodzina, jak przeżywa smutki i radości, trwogi i powodzenia, porażki i sukcesy. Widzimy Japończyków w trochę innym świetle niż to, które narzucają media i uprzedzenia. Mam nadzieję, że zachęciłem Was do sięgnięcia po tę książkę, bo z pewnością warto.





Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2. 

środa, 14 października 2015

KAMIENIE NA SZANIEC - RECENZJA

    Chyba w tym roku mam pecha z lekturami :) Kolejna, która mnie nie zachwyciła. Ale o tym niżej.







   Książka opowiada o losach trójki głównych bohaterów - Alka (Aleksego Dawidowskiego), Rudego (Jana Bytnara) i Zośki (Tadeusza Zawadzkiego) w czasach II wojny światowej. 


   Przewracając kolejne karty tej powieści zauważymy, jak wojna brutalnie zabiera im marzenia, miesza z błotem ich godność, zmusza do pójścia najwstydliwszą z ludzkich dróg - drogą śmierci, okrucieństwa i brutalności.


   Jest to powieść o konieczności szybkiego dorośnięcia, o życiu w trudnych czasach pod okupacją, o walce o swoje prawa, a przede wszystkim o dobro najwyższe - wolną ojczyznę. 


    Nie jest mi łatwo pisać o tej książce, gdyż mimo że pokazuje w większości prawdziwe wydarzenia i postacie historyczne, nie zachwyciła mnie tak, jak się spodziewałem. Po tylu pozytywnych opiniach naprawdę spodziewałem się czegoś lepszego - powieści od początku do końca trzymającej w napięciu, takiej, która wywołałaby u mnie jakieś głębsze uczucia, przy której mógłbym się wzruszyć, patrząc, jak barwni bohaterowie, którzy szybko zdobyli moją sympatię, dzielnie stawiają czoła przeciwnościom losu. Zgoda, na pierwszy rzut oka tego nie brakowało. Jednak po głębszym zastanowieniu, ta książka zaczęła mnie nudzić. Znałem już te historie, bohaterowie prawie niczym się nie wyróżniali, styl autora także nie rzucał na kolana (chociaż nie był jakiś najgorszy). Nie mam na celu urażenia patriotyzmu kogokolwiek, to jedynie moje zdanie, do którego mam prawo. 


   Kończąc, chciałbym powiedzieć, że szczerze polecam tę książkę każdemu, kto lubi taką literaturę, ale nie gwarantuję, iż mu się spodoba (chociaż możliwe, że tylko mnie ta powieść nie urzekła - w przeciwieństwie do "Złodziejki książek"). Mam nadzieję, że nie będziecie się za bardzo kierować moim zdaniem przy decyzji o przeczytaniu "Kamieni na szaniec", gdyż to z pewnością bardzo wartościowa książka traktująca o jednej z najważniejszych potrzeb człowieka - wolności. 












   Na sam koniec pragnę przytoczyć fragment utworu "Testament mój" J. Słowackiego, który doskonale oddaje prawdy, idee i przesłania tego, o co nasi bohaterowie walczyli :


"Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
.........................................................................
A kiedy trzeba, na śmierć idą po kolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!"
   





Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2. 

niedziela, 4 października 2015

I NIE BYŁO JUŻ NIKOGO - RECENZJA


  Za polecenie książki bardzo dziękuję Oldze z Wielkiego Buka. Mam nadzieję, że przeczytam więcej takich wspaniałych lektur.









    Każdy z nas się czegoś boi. Przejmującego uczucia odosobnienia. Wrażenia, że spod łóżka obserwuje cię para wielkich ślepi. Wszechobecnego afektu, że z ciemności wychynie na ciebie monstrum. Przekonania, iż za rogiem, pod latarnią, gdzie zawsze jest najciemniej, czeka psychopatyczny morderca z siekierą. Bezkresnych głębin oceanu, napierającej na ciebie wody, uczucia braku tchu w płucach. 
   Każdy z nas też coś ukrywa. Może to być coś drobnego, jak kradzież cukierka w dziecięcych latach. Coś pośredniego, jak młodzieńcza platoniczna miłość. Może być też coś, w rodzaju tych cosiów, że niektórzy nie byliby w stanie sobie tego wyobrazić. Możliwe, że ci ostatni ktosie boją się, że ich sekrety wyjdą na jaw. Przeraża ich myśl, że ktoś mógłby wyjąć to na światło dzienne. Mają nadzieję, że nikt w to nie uwierzy. Bo w końcu człowiekowi najtrudniej uwierzyć w prawdę. 

   Dziesięć na pozór zupełnie innych osób zostaje zaproszonych na tajemniczą Wyspę Żołnierzyków. Dziesięć innych charakterów, dziesięć innych osobowości. Na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego... może oprócz jednej rzeczy. Każdy z nich skrywa mroczny sekret, każdy wolałby o tym zapomnieć. Ale uwaga. Strzeżcie się i nie zapominajcie, że przecież śmierć czyha na nas w pełni życia.




    Zacznę od tego, iż pomimo, że ta powieść ma ledwo ponad 200 stron, jest jedną z najlepszych, jakie miałem szczęście pochłonąć. Pochłonąć - nie przeczytać, bo nie byłem w stanie się od niej oderwać. Wprost idealny kryminał. Chciałbym wspomnieć także, że to moja pierwsza książka typu slasher. Na początku trochę się gubiłem w imionach i nazwiskach bohaterów, ale na (nie)szczęście gdzieś w połowie nie miałem już z tym trudności. 

  
   Pani Christie z całą pewnością zasługuje na tytuł "Królowej kryminałów". P. Agatha doskonale buduje napięcie, czytając jej powieści, a przynajmniej tę powyższą, odczuwa się klimat, jaki chciała nadać. Wykreowała kilku bardzo ciekawych i barwnych bohaterów. Do samego końca nie byłem pewny, kto jest mordercą. Kiedy tylko zacząłem kogoś podejrzewać, ten ktoś był "oczyszczany z zarzutów". Gdyby nie epilog, ciężko byłoby mi się domyślić, kto jest mordercą. A kto nim jest? Z tym wszystkim ma wspólnego dziecięca rymowanka*? Dowiecie się po sięgnięciu "I nie było już nikogo"!



   Na kilka słów zasługują też tytuł i okładka. O ile się nie mylę, ta powieść została wcześniej wydana jako "Dziesięciu murzynków". Nie, żebym miał coś do obecnego tytułu. Nawet mi się podoba. Ale mimo wszystko od razu można stwierdzić, jakie będzie zakończenie. Zapewne o to chodziło, lecz osobiście wolałbym nie dowiadywać się o tym od razu. Oczywiście, byłoby to możliwe do przewidzenia już koło 30 strony. Szczerze mówiąc, nie wiem co o tym myśleć. Z jednej strony podoba mi się obecny tytuł, lecz trochę zepsuł zabawę. Zostawmy jednak tytuł. Przejdźmy do okładki. Według mnie projekt okładki z powyższego zdjęcia jest godny uwagi i wprowadza aurę tajemniczości. Co prawda, kompletnie inaczej wyobrażałem sobie dom i całą wyspę, lecz sposób ich przedstawienia jest jak najbardziej odpowiedni. 



   Na koniec pragnę napomknąć, że według mnie Agatha stworzyła idealnego zabójcę. Nigdy bym się nie spodziewał, że mordercą był ten, kto był. Chciałbym polecić tę powieść wszystkim, także tym, którzy nie są przekonani co do kryminałów. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że "I nie było już nikogo" wciągnie Was już od pierwszych stron. Bardzo się cieszę, że mam tę pozycję w swoich zbiorach, na pewno będę do niej często wracał. 








"Raz dziesięciu żołnierzyków
Pyszny obiad zajadało,
Nagle jeden się zakrztusił -
I dziewięciu pozostało.

Tych dziewięciu żołnierzyków
Tak wieczorem balowało,
Że aż jeden rano zaspał -
Ośmiu tylko pozostało.

Ośmiu dziarskich żołnierzyków
Po Devonie wędrowało,
Jeden zostać chciał na zawsze...
No i właśnie tak się stało.

Siedmiu żołnierzyków zimą
Do kominka drwa rąbało,
Jeden zaciął się siekierą -
Sześciu tylko pozostało.

Sześciu wkrótce znęcił miodek:
Gdy go z ula podbierali
Pszczoła ukłuła jednego
I tylko w piątkę zostali.

Pięciu sprytnych żołnierzyków
W prawie robić chce karierę;
Jeden już przymierzył togę...
I zostało tylko czterech.

Czterech dzielnych żołnierzyków
Raz po morzu żeglowało;
Wtem wychynął śledź czerwony,
Zjadł jednego, trzech zostało.

Trójka miłych żołnierzyków
Zoo sobie raz zwiedzała;
Gdy jednego ścignął niedźwiedź - 
Dwójka tylko pozostała.

Dwóch się w słonku wygrzewało
Pod błękitnym, czystym niebem,
Ale słońce tak przypiekło,
Że pozostał tylko jeden.

A ten jeden, ten ostatni
Tak się przejął dolą srogą,
Że aż z żalu się powiesił,
I nie było już nikogo."

(fragment książki, przełożyła Anna Bańkowska)





Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2. 

piątek, 2 października 2015

IGRZYSKA ŚMIERCI - RECENZJA


  W związku ze zbliżającą się premierą Kosogłosa cz. 2 (Mockingjay part 2) chciałbym podzielić się z Wami moimi odczuciami podczas czytania "Igrzysk Śmierci". Mam nadzieję, że zachęcę Was do sięgnięcia po wyżej wspomnianą pozycję.









    Główną bohaterką książek jest Katniss Everdeen. Akcja dystopii toczy się na ruinach Ameryki Północnej, w państwie zwanym Panem, w bliżej nieznanym czasie.




Ogólny zarys historii


  Panem zostało powielone na 12 (pierwotnie 13) Dystryktów - wyznaczonych obszarów, w których ludzie zajmowali się określonymi zadaniami. Dzięki temu kraj wydawał się samowystarczalny. W całym państwie dużą rolę odgrywały media - ludzie byli zmuszani, by oglądać to, co narzucał obecny prezydent. Swoją drogę już to jest straszne. Nie wyobrażam sobie, by chociażby w dzisiejszych czasach władza zmuszała kogokolwiek do oglądania "selekcji naturalnej". 
  74 lata przed wydarzeniami przedstawionymi w "Igrzyskach Śmierci" w Panem wybuchł bunt. Dystrykty zaczęły strajkować. W końcu władza wygrała. Poskromiła dwanaście Dystryktów, a 13. dosłownie zmiotła z powierzchni Ziemi. Od tego czasu co roku, w dzień Dożynek, każdy Dystrykt musi oddawać Kapitolowi trybut w postaci chłopaka i dziewczyny między 12. a 18. rokiem życia. 



Ogólny zarys książki


  W dniu 74. Głodowych Igrzysk Katniss Everdeen oraz Peeta Mellark zostają Trybutami 12. Dystryktu. Od tej pory stają się rywalami w bezlitosnej i niesprawiedliwej propagandowej grze o przeżycie. Jedna nagroda. Jedna cena. Jeden zwycięzca. Lepiej umrzeć z poczuciem winy i zabitymi ludźmi na sumieniu czy zginąć z ich rąk? Sam zdecyduj. 


  




   Przyznam, że "Igrzyska Śmierci" czytałem jakieś dwa lata temu. Książka ta niezwykle "wryła" się w moją pamięć. Doskonale pamiętam, że głęboko przeżywałem wszystkie wydarzenia ukazane w powieści. Może to dziwnie zabrzmi, ale poniekąd utożsamiałem się z Katniss. Wydaje mi się, że w pewnym stopniu widziałem w niej siebie. 


   W "Igrzyskach Śmierci" występowało wiele wstrząsających wydarzeń. Od wszechobecnej śmierci na porządku dziennym, przez głodujących mieszkańców, po niebywały totalitaryzm.


   "Igrzyska Śmierci" to opowieść o egzystowaniu w trudnych czasach, młodzieńczej miłości, niewyidealizowanej rodzinie, trudnym dorastaniu, docenianiu tego, co się ma, nadziei i końcu - śmierci. 


   Warto dodać, że niepowtarzalny styl pisania pani Collins nadaje książce magii. Sprawia, że nie możemy się od niej oderwać. Pamiętam, jakby to było wczoraj, niezwykły klimat "Igrzysk...". Suzanne bardzo dobrze buduje napięcie, używa prostego, ale nie pospolitego języka. W "Igrzyskach Śmierci" wszystko jest niesamowite. 



   Na końcu pragnąłbym dodać, że książka ta wywarła na mnie bardzo dobre wrażenie. Patrząc z biegiem czasu, niezmiernie cieszę się, że miałem to szczęści i sięgnąłem po "Igrzyska Śmierci" Suzanne Collins. Ta książka w pewnym stopniu zmieniła moje postrzeganie świata. Serdecznie polecam ją każdemu, w każdym wieku. Gwarantuję, że nie zawiedziecie się, przeżywając następujące po sobie wydarzenia wraz z Katniss, Peetą i całą resztą. 





  "Are you, are you
Coming to the tree?
They strange up a man
They say who murdred three
Stange things did happen here
No sranger would it be
If we met at midnight 
In the hanging tree." *












Tym akcentem chciałbym zakończyć tę recenzję. Przypominam - komentarze mile widziane! :)





*Fragment "Kosogłosa".


Zgodnie z Dz.U. 1994 nr 24 poz. 83 Ustawa z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych niniejszym zabraniam kopiowania oraz rozpowszechniania moich tekstów. Jeśli chcesz w jakiś sposób wykorzystać moją pracę, zapytaj. Za naruszenie praw autorskich kodeks przewiduje kary grzywny i/lub pozbawienia wolności do lat 2. 

Obserwatorzy